Choć nikt o tym nie wspominał, Kubicy teoretycznie mogło zabraknąć na starcie niedzielnego wyścigu, jednego z najtrudniejszych w całym sezonie. Nabawił się bowiem urazu barku i mimo iż nie przeszkadzał on Polakowi w prowadzeniu bolidu… – Gdyby ktoś mi powiedział, że przy tym bólu dojadę do mety, byłbym lekko zaskoczony. Swoje zrobiła jednak adrenalina, choć było niesamowicie ciężko. Chwilami, przy dużych prędkościach, odczuwałem ogromne wibracje… To jeden z moich większych sukcesów, pamiętając drogę, jaką musiałem przejść, by wrócić do ścigania – przyznał nasz rodak.
Źródło: Trochę pozytywów
Trochę pozytywów
Poprzedni artykuł
