Za nami kolejny szczyt unijny, efekt – brexit odłożony do 31 października. Z czym tak naprawdę mamy do czynienia? Z grą pozorów?
– Wygląda na to, że mamy do czynienia z grą na przeczekanie. Po majowych wyborach należy się spodziewać, że będzie inny skład Komisji Europejskiej, a co za tym idzie – być może też otworzą się dla Wielkiej Brytanii inne, lepsze możliwości negocjacyjne, ale na razie jest impas. Oczywiście, że Unia Europejska mogłaby iść w zwarcie i obrać wobec Londynu ostry kurs, ale w gronie unijnych decydentów prawdopodobnie pojawia się też refleksja, że jest to miecz obosieczny. Wcale nie jest tak, że Francuzi i Niemcy, idąc na przykład na wojnę handlową z Wielką Brytanią, doprowadziliby do strat tylko i wyłącznie gospodarkę brytyjską. Zresztą ta nowa blokada kontynentalna, którą próbowano by wprowadzać, niekoniecznie jest możliwa. W tej sytuacji wygląda na to, że nie bardzo jest wyjście, to znaczy, że obecny układ władzy w Brukseli nie jest w stanie się posunąć w swoim stanowisku – w relacji do Brytyjczyków. Z kolei Brytyjska Izba Gmin nie jest w stanie zaakceptować tego, co zostało już uzgodnione. W związku z tym nie ma wyjścia, bo w grę wchodzi, albo twardy brexit, albo danie sobie czasu przez obie strony, z kolei ten czas jest potrzebny i nade wszystko wpływa na to, co dzieje się w Unii. Jak wiadomo, przed nami wybory do europarlamentu, tworzenie składu nowej Komisji Europejskiej i do tego czasu wiele może się jeszcze wydarzyć.
Źródło: Gra na przeczekanie?
Gra na przeczekanie?
Poprzedni artykuł
