Na przyszłoroczny turniej – który rozegrany zostanie w styczniu na Węgrzech i Słowacji – z każdej grupy eliminacyjnej bezpośrednio zakwalifikują się po dwa najlepsze zespoły plus cztery z trzecich pozycji z najlepszym bilansem. Polacy w ostatnich dniach szalenie skomplikowali sobie życie, szanse na sukces znacznie redukując. Niestety i dość niespodziewanie, bo po udanym występie w mistrzostwach świata w Egipcie, ich występów oczekiwaliśmy ze sporymi nadziejami. Tymczasem wpierw przegrali na wyjeździe ze Słowenią – czego może i się spodziewaliśmy, bo to rywal niezwykle mocny i faworyzowany – a w niedzielę we Wrocławiu ulegli Holandii 26:27. I to był być może mecz klucz w walce o awans, bo Pomarańczowi zdawali się być głównym konkurentem w wyścigu o awans, zakładając, że pierwsze miejsce w grupie zajmie jednak Słowenia. Tymczasem Polacy, choć widzieliśmy w nich faworytów, zagrali po prostu źle. W ich poczynaniach dominował chaos, niedokładność, nie wykorzystywali przewagi siły i warunków fizycznych. Szczególnie w ataku prezentowali się po prostu źle, dość powiedzieć, że w pierwszej połowie zdobyli tylko siedem bramek z gry. Pozostałe z karnych.
Źródło: Awans się oddalił, na własne życzenie
Awans się oddalił, na własne życzenie
