O tym, że w Melbourne nie tylko może być ciężko – ale że na pewno będzie ciężko – było wiadomo już od kilku tygodni. Właściwie od początku przygotowań, od chwili, gdy jakże przecież zasłużony brytyjski zespół nie zdążył na pierwsze przedsezonowe testy, zaczynając je ze znacznym, w porównaniu do konkurentów, opóźnieniem. A w tak skomplikowanym sporcie, jakim jest Formuła 1, nie dzień, ale każda stracona godzina niesie za sobą ogromne komplikacje. Kubica, na chwilę przed rozpoczęciem zmagań, mówił, że jest do nich gotowy tylko w niewielkim stopniu w porównaniu do tego, w jaki przygotowany być chciał i powinien. Nastroje były zatem takie sobie, choć oczywiście powrót Kubicy do ścigania wywoływał ogromne emocje, zapewne także u niego samego, choć sam starał się przekonywać, że na wszystko patrzy ze spokojem, na trzeźwo, skupiając się wyłącznie na próbach realizowania konkretnego sportowego celu. A tym było i jest… No właśnie, w sytuacji Williamsa trudno powiedzieć co.
Źródło: Williams na końcu, czyli bez niespodzianki
Williams na końcu, czyli bez niespodzianki
Poprzedni artykuł
