To z jednej strony scenariusz optymistyczny, bo do tej granicy Biało-Czerwoni po raz ostatni zbliżyli się w Sydney w 2000 roku, kiedy to wywalczyli 14 krążków. W Atenach już 10, a w Pekinie, Londynie i Rio de Janeiro po 11. Dlaczego zatem w stolicy Japonii miałoby być lepiej? Choćby dlatego, że w ubiegłym roku nasi reprezentanci byli widoczni w imprezach najwyższej rangi, potwierdzając na nich swoje talenty i aspiracje. Jak dziś, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, przypomniał Widera, w 2018 roku rozegrano mistrzostwa świata w 25 dyscyplinach olimpijskich, na których Polacy wywalczyli dziewięć medali – pięć złotych i cztery brązowe. Na najwyższym stopniu podium stanęli: męska reprezentacja w siatkówce, czwórka podwójna kobiet w wioślarstwie (Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Springwald i Katarzyna Zillmann), kolarz torowy Szymon Sajnok w konkurencji omnium, strzelec Tomasz Bartnik w konkurencji karabinu dowolnego 3 x 40 strzałów oraz Dorota Banaszczyk w karate w kat. 55 kg. Aż 35 medali Biało-Czerwoni zdobyli w mistrzostwach Europy – w tym 12 złotych, 10 srebrnych i 13 brązowych. Najbardziej imponująco wyglądał dorobek lekkoatletów, którzy w Berlinie wywalczyli aż siedem złotych, cztery srebrne i jeden brązowy krążek. – A statystyki wskazują, że 12 medali z mistrzostw Europy może się przełożyć na 5-6 medali podczas mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich – wyliczał Widera.
Źródło: 15 medali w Tokio?
15 medali w Tokio?
Poprzedni artykuł
