Przed świętami Bożego Narodzenia jak bumerang wraca pytanie dotyczące sprzedaży żywych ryb, a konkretnie karpi.
– Oczywiście prawo reguluje te sprawy w sposób jasny i przejrzysty. Są osoby, które bardzo pryncypialnie podchodzą do dobrostanu, żeby zwierzętom było dobrze. Jednak bardzo często środowiska te przyrównują różne zwierzęta do siebie, nie bacząc na ich fizjologię czy pewne przystosowanie do środowiska. I tutaj, według mnie, jest sedno sprawy. Mianowicie – posługując się półprawdami – niektóre osoby tworzą mit, że każda ryba w związku z tym, że jest kręgowcem – a w ich rozumieniu niemalże człowiekiem, bo my jesteśmy kręgowcami, mamy połączenia nerwowe z korą mózgową i tam odbieramy negatywne bodźce, które możemy przeżywać nawet jako cierpienie – to również kręgowce niższe cierpią. Ten sposób myślenia nakręca atmosferę. Tymczasem nie zważa się, że wśród ryb, które są zaliczane do niższego rzędu kręgowców i nie mają kory mózgowej, jest aż 32 tysiące gatunków począwszy od takich, które – jeśli nie mają stałego przepływu wody, to natychmiast kończą żywot, po takie, które potrafią bez wody, w ledwo wilgotnej bądź nawet suchej jamie czekać na porę deszczową. Dlatego w tezach wysuwanych przez tzw. ekologów widoczny jest brak podstawowej wiedzy. Niestety, ta retoryka jest chętnie podchwytywana przez niektóre media i bez specjalnego sprawdzenia czy weryfikacji powtarzana dalej.
Źródło: Ekolodzy żyją z protestów
Ekolodzy żyją z protestów
Poprzedni artykuł
