Jeśli już można było mieć przed niedzielną ceremonią obaw, to dotyczyły one jedynie reprezentacji Niemiec. Ona to bowiem, po koszmarnym w swym wykonaniu roku, wylądowała bowiem w drugim koszyku i właśnie z niego była losowana. Nasi znajdowali się w pierwszym, najmocniejszym, dzięki czemu mogli liczyć, że uda im się uniknąć groźnych i mocnych przeciwników. Trener Jerzy Brzęczek nie ukrywał, że wolałby nie spotkać się jeszcze z Danią i Szwecją, i faktycznie – ci najgroźniejsi na drodze Biało-Czerwonych nie stanęli. Nie stanął też nikt, kogo mogliby się obawiać. Los okazał się bowiem łaskawy i wskazał na tych, z którymi nasi nie tylko mogą, ale powinni sobie bez większych nawet problemów poradzić. Oczywiście, to sport, to piłka nożna, w której powoli zanikają wielkie różnice między tymi „mocnymi” a „słabymi”, w której każdego trzeba szanować i doceniać, z każdym walczyć na całego – ale bądźmy szczerzy… Gdyby przed dzisiejszą ceremonią poprosić Brzęczka, piłkarzy, działaczy, kibiców o wyznaczenia potencjalnej „grupy marzeń” – z wielką dozą prawdopodobieństwa wskazaliby na grupę, do której Polsce było dane trafić.
Źródło: Polska droga na Euro 2020
Polska droga na Euro 2020
Poprzedni artykuł
