Opublikowane przez Telewizję Polską nagrania z tajnej narady u ówczesnego premiera Donalda Tuska z 23 kwietnia 2010 roku pokazują, że płk Edmund Klich nie czuł wsparcia od rządu. Co więcej, w ogóle miał wątpliwości, czy państwo staje na wysokości zadania. Jak Pani odebrała tę rozmowę?
– Myślę, że po raz pierwszy postać Edmunda Klicha, polskiego akredytowanego przy Rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), objawiła się publicznie jako Polaka, który jednak był zainteresowany wyjaśnieniem przyczyn i okoliczności katastrofy. Jednak nie był do tego odpowiednim ekspertem, bo był specjalistą od katastrof cywilnych. A jak wiadomo, Tu-154M był samolotem wojskowym, należał do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, załoga była złożona z wojskowych i sam lot do Smoleńska był lotem o charakterze wojskowym – o czym wszyscy doskonale wiemy, a co próbowano przedstawiać inaczej. Sądzę, że sam Edmund Klich był zaskoczony, dlaczego rząd w ten sposób postępuje, i to niecałe dwa tygodnie po katastrofie. Jako rodziny nie mieliśmy wówczas tej świadomości. Co więcej, uważaliśmy, że skoro zaproszono nas do Moskwy, to stronom zależało na szybkiej i rzetelnej identyfikacji naszych bliskich zmarłych. Zresztą zapewniano nas, że zwłoki zostały przebadane, że w celu identyfikacji został pobrany materiał genetyczny. Jednak okazuje się, że nie dość, że ciała naszych najbliższych nie zostały przebadane, to zostały pomylone. Co więcej, zbezczeszczone. Musieliśmy przeżywać pogrzeby naszych bliskich po raz drugi – po ekshumacjach, zadbać o ich godność, czego nie zrobił rząd Donalda Tuska.
Źródło: Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej upominają się o prawdę
Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej upominają się o prawdę
Poprzedni artykuł
